sobota, 15 sierpnia 2015

domowe wykopki, czyli jak można wyhodować sobie ziemniaki

Dzisiaj przychodzę do Was z trochę innym postem. W zasadzie również kulinarnym ;)

Korzystając z tego, że mam kawałek przestrzeni na tarasie, co roku staram się na nim posadzić jakieś warzywo czy owoc. Pomidory są coroczną tradycją ;) Poziomki i truskawki również - teraz jeszcze z większą frajdą zrywane bo szybko znikają w buzi Miśki. Borówki też każdy z nas może sobie sprawić nawet na małym balkonie - wiele miejsca nie zajmują :)

Tym razem postanowiliśmy spróbować z ziemniakami - tak tak z ziemniakami. Nie wiedzieliśmy czy się uda, ale R dostał instruktaż od kolegi, którego Ciocia tak robiła. No i próba okazała się udana :)
Gdyby nie wichura, która przeszła przez nasze osiedle, pewnie mielibyśmy więcej ziemniaków, ale i tak wystarczyło nam na trzy obiady :)

Do zasadzenia własnej plantacji (tak z przymrużeniem oka) potrzebujemy:

  • worek - użyliśmy budowlanych - dwóch 
  • kilka ziemniaków - w tym roku zwykłe jakie mieliśmy w domu, na przyszły rok R powiedział, że kupimy specjalne do zasadzenia
  • ziemia
Jak widzicie wiele nie potrzeba. Tylko jeszcze trochę cierpliwości i gotowe. My zaczęliśmy w maju.
(na zdjęciu z czerwca z malinami i poziomkami na dole  ;) )  

Worek zwijamy prawie do końca. Wkładamy ziemniaki - po mniej więcej 3 do jednego worka i zasypujemy ziemią. Podlewamy codziennie. Gdy ziemniaki puszczą pędy odwijamy delikatnie worek i zasypujemy je  - tak postępujemy do momentu aż skończy nam się worek (odwiniemy go w całości). Następnie już tylko czekamy. Pędy zakwitną i jak to mówią ziemniaki będą gotowe jak już przekwitnie wszystko. 

Nam trochę popsuła szyki wichura, połamała nam wsio na tarasie i niewiele się uratowało (pomidory się połamały, maliny również - ale odżyły, jedynie dynia nie przeżyła kompletnie). W worku znaleźliśmy wiele malutkich ziemniaczków, którym jeszcze trochę do urośnięcia brakowało :) Ale i tak warto :) 
Wielka frajda jak jemy swoje ziemniaki :-)



jest to zdjęcie prawie całego zbioru - pierwsza część bowiem wylądowała kilka dni wcześniej w zupie ;)

W przyszłym roku zrobimy 4 worki ;) miejsce jest więc dlaczego nie skorzystać.


ps. ziemia się nie zmarnowała - wylądowała w donicach na kwiaty - tym razem postawiłam na lawendę, która nie boi się upałów, plus dodatkowym atutem jest to, że nie trzeba za bardzo przejmować się z jej podlewaniem ;-)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

zostaw po sobie ślad :)