niedziela, 19 lutego 2012

choroba - rosół

Ten tydzień nie należał do najlepszych dla mnie - od poniedziałku wizyta u lekarza (bo nadal kasłałam), ale co tam kaszel. Poniedziałek wtorek - szkolenie na miejscu, środa czwartek - szkolenie w Zabrzu. Piątek powrót do pracy, ale mój zwykły kaszel zamienił się w coś strasznego. Wycieczki po lekarzach i innych takich zaowocowały kolejnym antybiotykiem i marzeniem dzisiaj z rana o rosołku.

Jak mieszkałam z Rodzicami zawsze w niedzielę był pyszny rosół. Moja Mama robi chyba najlepszy rosół na świecie :) I dzisiaj z rana jak się po raz setny zbudziłam przez duszności zamarzył mi się rosół. Pierwsza myśl "zadzwonię do Mamy". Ale po chwili R mówi do mnie "spróbuj sama ugotować" - wyzwania podjęte - zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie rosół pyrka - o ile można tak powiedzieć na kuchence elektrycznej :)

Składniki
korpus
marchewka
pietruszka
seler
por
cebulka
ziele angielskie, pieprz, liść laurowy

Oczywiście zaczęłam od wrzucenia wszystkiego do zagotowania - nic to że potem poszperałam w necie i powinnam najpierw mięso zagotować a potem dopiero warzywa wrzucać - chociaż Mama nie pamiętam żeby tak robiła. Doprowadziłam do wrzenia - szumowiny ściągnęłam i ... dolałam zimnej wody i zmniejszyłam pod garnkiem. Teraz ma pyrkać. Zobaczymy - dam mu tak z trzy godzinki żeby sobie popyrkał.

Trzymajcie kciuki żeby wyszedł - jak coś to będzie pomidorówka :)

EDIT zdjęcia udanego w sumie rosołu :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

zostaw po sobie ślad :)